Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

senderx
31-01-2016 14:50
no dobra, dawno się tu nic nie działo..ale prawda jest taka że jeździmy ostro! Uśmiech

senderx
07-07-2015 09:53
Panie i Panowie, czas do PinczowXC można zacząć odliczać - 19.07.2015

senderx
12-02-2015 19:16

BartezXC
09-02-2015 13:05
Mich ale ocb ? Uśmiech

senderx
07-02-2015 18:44
Trudna trasa, bo to jest cross, i są turbulencje. Jazda wymaga wysiłku i siły pchającej Uśmiech

Najbliższe imprezy

Brak wydarzeń

Kalendarz

<< Marzec 2023 >>
Po Wt śr Cz Pi So Ni
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Brak wydarzeń.

Facebook

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio na forum

Najnowsze tematy
· Czas na pętli Ponidz...
· Terminy ŚLR 2014
· Wyjazd na Puchaś Świ...
· [Internet] Wspólne z...
· Ponidzie XC 2014 (?)
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum

Aktualnie online

· Gości online: 11

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 30
· Najnowszy użytkownik: Dawid98

"Nie dajmy się zdublować" oraz "Maraton na szklance wody"

Dziennik

W ostatnią sobotę wybraliśmy się z Sebastianem na finał Family Cup w Kielcach. Po dojechaniu pobliże Góry Pierścienicy wyładowaliśmy z bagażnika nasze maszyny. Okoliczności przyrody były tego dnia niezmiernie piękne. Obaj się trochę rozmarzyliśmy ale ostatecznie z tego stanu wyrwał nas Nino Schurter - a raczej jego sobowtór - kiedy jadąc na rowerach do biura zawodów minęliśmy go w tęczowym kombinezonie mistrza świata. Gość miał nawet takie same oksy jak Nino! Rzucam wymowne spojrzenie młodemu :) WTF?

Korzystając z chwili przed startem objeżdżamy trasę. Mamy tu dwa około 50 metrowe podjazdy, tyleż samo zjazdów i kawałek asfaltu. W wyścigu przejedziemy pętlę 5 razy. Trochę krótko, no ale z drugiej strony to zawody familijne.

Najpierw startuje kategoria Sebastiana. Po udanym starcie widzę że młody przesuwa się do przodu i jedzie po okolicach piątego miejsca. Cały wyścig pokonuje równym mocnym tempem i ostatecznie na mecie melduje się jako siódmy -  nie daje się zdublować – czyli plan wykonany!


 

Teraz ja ustawiam się na starcie. Patrzę na zawodników obok - wszystkie nogi golone… więc grzecznie zajmuję miejsce w ostatniej linii. Z przodu kolega znany z ŚLRa z wciśniętymi klamkami nerwowo ugniata swojego nowego SIDa. Myślę sobie.... no to pięknie... już po mnie. Dubel na pierwszym okrążeniu i zwyczajnie zapiszą mi w wyniku -4 J

Tak jak przewidywałem na starcie jadę ostatni, ale na pierwszym podjeździe trochę się rozkręcam i zaczynam wyprzedzać. Pierwszą pętlę jadę na szóstej pozycji, a na drugiej pętli wyprzedzam dwóch zawodników i jestem czwarty. Na każdym okrążeniu zmniejszam dystans do trzeciego zawodnika. Młody biegnie przy moim rowerze i dopinguje ile sił. Ten niekonwencjonalny doping (w którym nie zabrakło odniesień do Boga, Ojczyzny i Rodziny) przynosi efekt – ostatni podjazd pokonuję na blokadzie z blatu. Niestety trzeciego zawodnika nie udaje się dojść – chociaż był na wyciągnięcie (długiej ;) )ręki – na zjeździe odpuszczam bo wiem że już nie wyprzedzę. Na metę wjeżdżam czwarty ze stratą niecałych dwóch minut do zwycięzcy i 25 sekund do trzeciego miejsca. I tak jest super, takiego wyniku się nie spodziewałem!

 


W niedzielę miałem wybrać się na maraton do nowej miejscówki ŚLRa – Sobkowa. Jednak wstając rano i patrząc na deszcz za oknem zmieniłem zdanie i postanawiam jednak zostać w domu.

Ale kiedy o 9:30 deszcz przestał padać wpadłem w mały popłoch. Szybko spakowałem bidony, torbę i bagażnik. Zabrakło czasu na przygotowanie izo oraz zabranie batonów mocy. Na miejsce dotarłem o 10:20, kupiłem buskowiankę i pobrałem czipa.

Potem było już ustawianie się na linii startu. Udało się wystartować razem z kolegami drużyny: Tomkiem i Arturem. Dzisiaj na starcie od nas stanęli również  Arek i Mariusz.

Ruszamy, pierwszy podjazd i zjazd pokonuję zachowawczo, uważając żeby głupio nie wywalić się w masie rowerów i nie dać okazji zgromadzonym fotografom do zrobienia z siebie największego gamonia ligi.  Na drugim podjeździe, korzystając ze znajomości trasy przyciskam mocniej i przesuwam się do przodu o kilka pozycji. Po paru minutach znajduję się w grupie która ma dobre tempo i razem pokonujemy ponad 30 km. Po pewnym czasie niestety zaczynam czuć głód. Śniadanie składające się z jajecznicy i espresso to za mało na maraton...w dodatku w bidonie mam tylko wodę. Żadnego żela, batona, nic.... bufet już minąłem, a kolejny dopiero na mecie. Nie jestem w stanie utrzymać tempa. Grupa z którą jadę odjeżdża i zostaję sam. Jestem głodny i ujechany. Za mną nikogo, powoli wlokę się do mety.

 

Królestwo za banana....


żeby przynajmniej jakaś jabłoń tu rosła....nic...tylko lecące na człowieka znienacka wrednie atakujące sosny - jedna arogancko zawadza o moją szeroką kierę! A masz ty sosno, a masz! W końcu przekraczam linię mety i dopadam do bufetu. Pakuję po dwa banany do buzi i jeszcze policzki dopakowuję ciastkami, dopycham waflami, biszkoptami, batonami muesli i  pomarańczem...i zalewam to wszystko izo. Musiałem wyglądać jak jakiś pieprzony chomik ;) Chyba wymiotłem pół bufetu :) Dobrze że nikt nie zrobił mi zdjęcia ;))


Cala drużyna szczęśliwie dojechała do mety. Bez kraks i poważniejszych upadków!  W klasyfikacji zespołowej jesteśmy na 16 miejscu.

 

Na uwagę zasługuje dobra postawa kolegów z Buska – którzy pojechali bardzo dobry wyścig. 

Komentarze

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.05
27,239,666 unikalne wizyty